Czwartek, 23 maja 2024

imieniny: Iwony, Emilii, Dezyderiusza

RSS

Trener Marek Śledź w bibliotece na Kasprowicza. U piłkarza głowa jest ważniejsza od nóg

18.05.2023 23:37 | 0 komentarzy | ma.w

Aktualny szef akademii Legii Warszawa, a wcześniej trener grup młodzieżowych w Lechu Poznań i Rakowie Częstochowa, był gościem raciborskiej biblioteki. Zaprosili go Adam Rutowicz i Bartosz Kozina w ramach projektu obywatelskiego, sfinansowanego z grantu Miejskiej i Powiatowej Biblioteki Publicznej w Raciborzu.

Trener Marek Śledź w bibliotece na Kasprowicza. U piłkarza głowa jest ważniejsza od nóg
Marek Śledź przyznał, że na spotkaniu z czytelnikami biblioteki jest pierwszy raz w życiu
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Materiał wideo:

Z racji bytności w książnicy Marek Śledź podkreślił na początek, że wciąż dużo czyta i nadal stara się uczyć. - Czytam, żeby głowa na boisku myślała lepiej, zwłaszcza wtedy, kiedy dużo się dzieje. Jest na przykład 90 minuta i trzeba wykonać rzut karny. Jaki wtedy jest stres! To wyzwanie, choć niby blisko, a wielka jest bramka, a jednak piłkarze pudłują - tłumaczył zgromadzonej w pierwszych rzędach młodzieży, m.in. piłkarzom grup młodzieżowych Unii Racibórz.

- Jak myślicie, że ze szkołą piłkarz ma pod górkę, to pomyślcie, że to jest wasz piękny czas, do którego później będziecie chętnie wracali wspomnieniami - stwierdził Śledź.

Spod jego opieki do kadry narodowej trafiło 13. obecnych reprezentantów Polski, z których 6. zagrało na Mistrzostwach Świata w Katarze . - Nie będę wymieniał nazwisk, ale co jest dla nich wszystkich charakterystyczne, to wszyscy zdali maturę. Czyli można grać i się uczyć - podkreślił.

Marek Śledź powiedział, że akademię Rakowa Częstochowa nawał akademią, która rozwija szklane ściany. Bo musiał w niej wielu udowadniać, że ma rację, musiał zmieniać ich myślenie. - Legia Warszawa to projekt ekskluzywny. Nazwałem go akademią 7. perspektyw. Żeby w każdej z nich piłkarze umieli się odnaleźć w różnych przestrzeniach życia - oznajmił M. Śledź.

Starając się pokazać, na czym polega zgrany zespół, przypomniał klasyk westernu “7 wspaniałych”.  - Każdy z tych rewolwerowców był inny, miał swoją  historię, ale wspólny cel ich zjednoczył. Stanęli do jego realizacji wspólnie. Dlatego wygrali - oznajmił.

WIDEO: 3 PYTANIA NOWIN DO MARKA ŚLEDZIA

Śledź powiedział na początku swojej pracy w Legii, że bycie najlepszym w Polsce to obowiązek tego klubu. Jego zdaniem Legia ma się znaleźć w TOP 50 drużyn w Europie. - To jest długotrwała droga, wymaga czasu, wysiłku i jest z nią jak z wejściem na wysoką górę. Legia ma mieć akademię szkoląca dla wielkich klubów europejskich - opowiadał M. Śledź.

Wspomniał o tym, że Legia ma partnerów - inne kluby i nawiązał, że Unia Racibórz jest partnerem Rakowa Częstochowa. - Chociaż w obu klubach zmieniły się osoby, to filozofia współpracy się nie zmieniła. Jeśli ktoś o tym zapomni, proszę o telefon do mnie, to ja przypomnę temu komuś, po co to wszystko - uśmiechał się M. Śledź.

Zauważył, że niektórzy adepci Legii, jak do niej trafiają to stają się pyszałkami i z tym klub walczy, np. organizując spotkania z ludźmi spoza świata sportu. Są np. zajęcia z historii na cmentarzu na Powązkach. Tam odbywa się sprzątanie grobów piłkarzy Legii. Legioniści bywają też w schronisku dla zwierząt. To jak mówił Śledź, są działania wysokiej kultury. Podał, że w klubie Legia Warszawa pracuje ponad 400 osób, że jest to potężna firma

- Wiele się mówi o wyniku w rozgrywkach młodzieżowych. Według mnie on jest najważniejszy, ale musi być efektem, a nie celem. Bo gra się zawsze, żeby wygrać. Idea wygrywania musi towarzyszyć rozwojowi piłkarza. Ja nie znam biegu na 100 m, że wygrał trzeci na mecie, bo ładnie biegł - opowiadał Marek Śledź.

WIDEO: ADAM RUTOWICZ O PROJEKCIE GRANTOWYM O TEMATYCE PIŁKARSKIEJ

Trener Marek Hanzel z Unii Racibórz zadał gościowi pytanie, jak w Legii radzą sobie z używaniem przez dzieci i młodzież smartfonów. Bo w Raciborzu trenerzy dostrzegają problem w zbyt długim przesiadywaniu piłkarzy nad ekranami. Śledź poprosił jednego z młodych uczestników o jego smartfona i trzymając go w dłoni, stwierdził, że to właśnie jest część życia dzieci. - Ileś godzin dziennie spędzają z tym urządzeniem. Tylko później, jak na boisku czytacie grę, to który narząd powoduje, że widzicie? Właśnie oczy! Niestety przesiadywanie nad telefonem “trenuje” tylko widzenie centralne, koncentrację na małym puncie. Tymczasem piłkarz musi widzieć blisko-daleko, na oba oczy, on nie może widzieć tylko najbliższego jemu partnera czy rywala. Musi wiedzieć, gdzie jest piłka, przetwarza tysiące informacji. Zatem jak się nie rozwija widzenia, to nie odczyta się tych informacji - przestrzegał Śledź na spotkaniu 

Dodał, że najlepsi piłkarze szybko myślą i szybko działają, a to jest istota współczesnej piłki nożnej.

W Legii odbywają się badania optometryczne i wynika z nich, że niektórzy zawodnicy mają takie deficyty w widzeniu, że nie odczytają informacji. - Oni patrzą, ale nie widzą, nie są świadomi, ich mózg nie otrzymuje prawidłowych informacji, właśnie przez telefony. Nawet jak czytacie książkę, czy gazetę, to gałki oczne się poruszają. W telefonie nie. My w Legii trenujemy motorykę oka! Zawodnicy uczą się tego, choć według mnie to patologia. Choć to nie są wady okulistyczne, to jednak przeszkadzają - przyznał M. Śledź.

- Ja jestem dziadek dla was, dinozaur absolutny, ale spytam: bawicie się żelazkiem w domu? Zrobicie, co jest potrzebne i je odkładacie, a telefonem bawicie się cały czas. Tylko że telefon to nie cały świat i kto kocha piłkę, zrobi dla niej więcej niż dla telefonu;

Śledź opowiedział m.in. o idei faz przejściowych w meczu piłkarskim. Mają miejsce, kiedy zawodnik traci piłkę. Ile czasu ma na analizę sytuacji? - Bardzo mało czasu, bo przed chwilą prowadził grę, a nagle mu zabierają piłkę. Jeden się obrazi, inny udaje faul, a tu ważny jest mental. Trzeba ruszać i odebrać. Najważniejsza jest tu głowa. Jeśli zawodnik skupia się tylko  na odbiorze, to nie wie, co dalej ma robić. - Są tacy piłkarzy w polskiej Ekstraklasie, co najlepiej się czują na boisku jak nie mają piłki - śmiał się Śledź w bibliotece.

WIDEO: PREZYDENT RACIBORZA WRĘCZA PREZENT MARKOWI ŚLEDZIOWI

Trener opowiedział także o periodyzacji taktycznej, która jest technologią myślenia, treningiem mózgu. Chodzi w niej o decyzyjność w działaniu. - Bycie ambitnym w obowiązkach to jest właśnie ambicja, bo dzięki temu stajesz się lepszy. Tu chodzi o moment, kiedy wojownik zmienia się w artystę - usłyszeli zgromadzeni w bibliotece.

Pytania kierowane do Marka Śledzia przez uczestników spotkania.

Jeden z uczestników spytał, czy rodzic powinien karać dziecko dostające słabe oceny w szkole zakazem treningów piłkarskich. - To jest połączenie nauki z piłką nożną. Jeśli są jedynki w szkole, to trzeba je poprawić. Zagrasz w piłkę, jak poprawisz wyniki. Wpierw wykaż się, zrób coś więcej. 

Czy wyjątkowy talent był dostrzegalny u przyszłych reprezentantów Polski od początku ich przygody z piłką? Już wtedy, kiedy zajmował się ich rozwojem trener Śledź? Takie pytanie skierowaliśmy do gościa biblioteki. - Każdy z tych chłopców miał to coś, a największym talentem dysponował Dawid Kownacki. Kamil Jóźwiak miał dużą chęć toczenia indywidualnych pojedynków. Koledzy mówili mu: Józiu nie kiwaj, ale ja brałem go na bok i mówiłem, żeby ich nie słuchał i kiwał. Do dziś wygrywa większość toczonych pojedynków na boisku - odpowiedział M. Śledź.

Komu kibicował Śledź w meczu o Puchar Polski pomiędzy Rakowem, a Legią? - Ja unikam takich prowokacji, bo często proszą mnie o podobne wypowiedzi. Przed meczami z Lechem jest podobnie. Co bym nie powiedział, to znajdą się przeciwnicy. Ja staram się być zawodowcem. Legia to jest taka moja nagroda zawodowa, po tym co wypracowałem wcześniej. Jednak gdybym pracował gdzie indziej, to tak samo bym pracował, z takim samym zaangażowaniem jak w Legii. Uczciwie. Bo oczywiście mam sympatie i antypatie, jednak serducho nie jest podzielone. Kiedy Lech walczył w pucharach, to nie życzyłem mu źle. Skóraś, Marchwiński, czy Szymczak to są moi wychowankowie. Im kibicowałem przede wszystkim. 

Jaką widzi modelową współpracę między pierwszym zespłem, a akademią? Bo są różne podejścia, nie każdy trener jest chętny do dawania szansy młodym. Pozytywnym przykładem jest AS Roma i trener Mourinho, który wprowadza do Serie A młodych zawodników. - Podejście jest różne. W Romie gra Jordan Majchrzak, którego transferowaliśmy jako zawodnika Akademii Legii. On jest ze Śląska, z Zawiercia. W różnych momentach pracy trenera determinant wprowadzenia zawodnika jest różny. Piłkarz musi być gotowy wejść na boisko. Między młodzieżową, a seniorską piłką jest duża różnica - np. jeśli chodzi o tempo gry, o dynamikę działań. Wprowadzenie od piłki juniorskiej do seniorskiej, nie dla każdego jest łatwe, nie każdy trener ma taki dar, ale to nie jest wada. Ci trenerzy mają inne wartości i potrzebują gotowych graczy.

WIDEO: RELACJA LIVE Z CZĘŚCI SPOTKANIA MARKA ŚLEDZIA W BIBLIOTECE W RACIBORZU

W Legii ważną funkcję w kontakcie między pierwszym zespołem a akademią pełni dyrektor sportowy Jacek Zieliński. To wiedza, kultura, tolerancja. On wie, że wychowanek, jest tą wartością dla klubu, na której najwięcej się zarabia. W żadnym innym przypadku - praw marketingowych, awansu do Ligi Mistrzów, tyle się nie zarobi co na wychowanku.

Teraz w klubach Ekstraklasy działacze ścigają się, kto wprowadzi do gry młodszego zawodnika. Chodzi w tym o marketing. Ostatnio wszedł piłkarz z rocznika 2007. Pograł 30 minut i miał 2 kontakty z piłką. Gdyby zamiast z pierwszą drużyną zagrał w rezerwach, to miałby 2000 razy piłkę. W tym wieku, to dla niego znacznie lepsze niż bezowocne funkcjonowanie w meczy Ekstraklasy. Później taki talent wyjedzie za granicę i system piłki zawodowej go wypluje. Taki zawodnik potrzebuje nie tylko gotowości piłkarskiej, ale również mentalnej, jak również odpowiedzialności. Jak Jordan Majchrzak wyjechał do Romy, to 2 miesiące nie trenował z pierwszym zespołem, bo musiał być przygotowany do rywalizacji na tym poziomie. 

Piłka nożna jest tu podobna do boksu. Jak bokser wyjdzie nieprzygotowany do dostanie nokaut, a jak będzie przygotowany to może go spotkać porażka, ale na punkty, zupełnie inaczej honorowana w tej dyscyplinie. Dlatego warto być przygotowanym, a tymczasem istnieje deficyt przygotowania do piłki seniorskiej. Według mnie Raków dopiero z rocznikiem 2006 powinien wchodzić do etapu piłki seniorskiej. A Legia? Marzę, żeby kiedyś była oparta na wychowankach? Oni powinni stanowić pewną istotę zespołu.

Czy spośród pana wychowanków więcej osiągali w karierze ci co mieli talent, czy ci, co mieli determinację i dużo pracowali? - Tu jest koniunkcja, bo trzeba i talentu i katorżniczej pracy. Jest taka książka „Kopalnie talentów” Duńczyka Ankersena. Autor zwiedził ośrodki olimpijskie, te, gdzie narodzili się zdobywcy złota olimpijskiego. Okazało się, że nigdy złotym medalistą nie zostawał ten najlepszy, tylko ten, co go gonił; taki, który musiał coś udowodnić. I byli lepsi od tych, których wychowałem - ale głowa, mental u nich zawodził. Za szybko robili sobie tatuaż, farbowali włosy, a życie chcieli spędzać w galeriach. Nie pracowali nad sobą, nad swoim talentem. Kto kocha piłkę, poświęci się dla niej, a pieniądze same przyjdą. Ronaldo zarobił 87 mln euro w jeden rok. Żartowałem, że nie dostawał wydruku z bankomatu, bo tam w maszynie się ciągle kręciło, jak chciał sprawdzić saldo. Mimo tych wielkich pieniędzy to miał łzy w oczach, gdy Portugalia przegrała na mistrzostwach, odpadła, on nie grał, bo on przede wszystkim chciał grać i wygrać.

Dlaczego kazał pan płacić adeptom akademii za posiłki w Legia Training Center? Bo ta sprawa obiła się szerokim echem w mediach. - Media kreują swoją rzeczywistość. Ja zrobiłem audyt, jak zacząłem pracę. Stałem sobie i patrzyłem jak działa kantyna akademii. Tam jedzenie jest ekskluzywne, zawodnicy mają do wyboru dania i desery. Piłkarz może przyjść i wziąć co chce. No i oni nakładali sobie, co im się spodobało, ale nie zjadali wszystkiego. Marnowało się to jedzenie. Tymczasem dzieci na świecie umierają z głodu. Teraz płacą i jedzenie się nie marnuje. Regularność i kultura odżywiania wzrosły. Miesięczne wyżywienie zawodnika kosztuje klub 2500 zł, a rodzice płacą 500 zł. Bo chodzi o element wychowawczy. Dodatkowo kogo nie stać, to zwalniamy z opłaty, jak są argumenty.

Kto był pańskim idolem w wieku, w którym są dziś chłopcy, co przyszli na spotkanie z trenerem z Legii Warszawa? Idolem piłkarskim był oczywiście Diego Maradona. Ja też grałem w środku pola, moją mocną stroną była głowa, nie motoryka. Jak zobaczyłem, że nie przegonię sędziego liniowego, to dałem sobie spokój. Byłem taki mały, ale Robert Lewandowski jak zaczynał, to też był mały, tak mały, że miał ksywę Bobek. Z polskich piłkarzy ceniłem Dariusza Dziekanowskiego, on był elegancki w grze, kreował grę. Poza tym: Henryk Miłoszewicz i Mirek Okoński. Świetni piłkarze, ale poza boiskiem niekoniecznie stanowili wzorzec.

Marek Hanzel opowiedział, że agenci piłkarscy szukając utalentowanych piłkarzy, dzwonią do niego i miało ostatnio telefon z zapytaniem o rocznik 2007. Ten menadżer prosił o telefony do rodziców dzieci. Nawet się porządnie nie przedstawił. Na co rodzice mają zwrócić uwagę w takich kontaktach? - Proszę zwrócić uwagę, że nawet nie chciał się przedstawić. Według mnie jedyny agent dziecka to jego rodzic. On może nie znać przepisów, ale kocha dziecko i chce dla niego jak najlepiej. Oczywiście nie może ingerować nadmiernie, zwłaszcza w kwestie szkoleniowe. Jednak w sprawach wychowawczych, edukacyjnych jest partnerem dla trenera. Na pewno rodzic nie może oddać dziecka osobie, której nie ufa. Pamiętajmy, że agent żyje z prowizji zawodnika, jemu chodzi o to, żeby dobrze go sprzedać. Po meczu ja mówię zawodnikowi, gdzie i kiedy słabo zagrał, a agent przekazuje mu, że świetnie grał. No i kogo chętniej posłucha dziecko?

Piotr Ziętek: Komu by pan kibicował, gdyby w przeciwnych drużynach grali pana wychowankowie? - To jest chyba najtrudniejsze pytanie, jakie dzisiaj usłyszałem. Nie jest łatwo wybrać w takich okolicznościach. Myślę, że wspierałbym obu, bo ja jestem dumny kiedy grają moi chłopcy. Zastrzeliłeś mnie na koniec tym pytaniem, jakbyś w meczu strzelił najpiękniejszą bramkę.

Jaka była najważniejsza książka w pana życiu? Ta o Simonie Kossak autorstwa Anny Kamińskiej biografistki, która po śmierci tych ludzi, zbiera informacje o nich od innych. Dla mnie postać pani Kossak jest kultowa; powstał film dokumentalny. Z zawodowych to „Pułapki myślenia” Kahnemana; 

trylogia Carla Louisa Zafona, a w niej Cień wiatru - historia starej Barcelony.

Serce i pazur Simony Kossak - o relacjach zwierząt i ludzi. Z tego można się uczyć, np.  jak funkcjonuje wataha wilków, a jak to wygląda w małych grupach społecznych.

Dyrektor Małgorzata Szczygielska: czy pod wodzą nowego selekcjonera Santosa Polska będzie grała lepiej niż na mundialu? Zmiana powinna zaistnieć. Przypuszczam, że będzie tworzyła lepsze widowiska, ale czy osiągnie lepsze wyniki? Trener Michniewicz osiągnął sukces, ale styl gry się nie podobał.

Jestem jednak przekonany, że utopią jest myślenie, że Santos sprawi, że dzieci i młodzież w Polsce będą lepiej szkoleni. Ja podglądam europejskie szkolenie na tym poziomie. Nigdy nie byłem kopistą, bo nie da się skopiować tych modeli. Mamy inne warunki w Polsce niż w innych krajach.

Bartosz Kozina: czy dokonuje się periodyzacja taktyczna, gdy treningi polegają na bieganiu zimą po skarpie? -  W Polsce lubimy grać w tzw. dziadka, w rondo, najlepiej za bramką, w narożniku, żeby trawy nie zniszczyli. To złe podejście, bo piłkarze muszą móc zniszczyć tę trawę, muszą ćwiczyć na przestrzeni adekwatnej do gry. Jak słyszę o grze na ćwiartki w Legii, to się sprzeciwiam. Ja w ogóle nie rozumiem, jak można ćwiczyć grę w piłkę za bramką. Takie rzeczy to w hokeju obowiązują, nie w futbolu.

Na koniec Marek Śledź złożył najmłodszym uczestnikom spotkania życzenia: Wam młodzi życzę, żebyście spełnili się w pasji, z uporem trenowali, cieszyli się piłką, i trafili na ludzi, którzy te pasje będą wspierali i rozwijali. Pamiętajcie: to głowa decyduje o graniu, a nie nogi.